Przeciętne gospodarstwo domowe używa kilkunastu różnych środków czystości — do każdej powierzchni osobny produkt, do każdego pomieszczenia inna butelka.
Warto zapytać siebie, czy ta różnorodność wynika z rzeczywistej potrzeby, czy raczej z lat skutecznego marketingu.
Ten artykuł nie daje gotowej odpowiedzi — zachęca do przyjrzenia się własnej szafce ze środkami i zadania sobie kilku niewygodnych pytań.
Zajrzyj do swojej szafki pod zlewem
Zrób to teraz albo zrób to wieczorem, kiedy będziesz w kuchni. Otwórz tę szafkę i policz. Ile tam stoi butelek? Pięć? Dziesięć? A może więcej, i część z nich nawet nie pamięta kiedy była ostatnio używana?
U mnie przez długi czas wyglądało to tak: płyn do naczyń, odtłuszczacz do kuchni, mleczko do szorowania, spray do szyb, środek do toalety, odkamieniacz, środek do mycia poważnych zabrudzeń jak sadza na szybie od kominka, płyn do podłóg, chusteczki nasączone do mebli i jeszcze dwa lub trzy produkty, które kupiłam bo akurat były w promocji i brzmiały sensownie.
Czy to brzmi znajomo?
Skąd właściwie wzięło się tyle butelek?
Nie zawsze tak było. Moja mama sprzątała inaczej. Babcia jeszcze inaczej. Gdzieś po drodze – trudno powiedzieć dokładnie kiedy – szafka pod zlewem zaczęła się zapełniać coraz szybciej.
Jeśli przyjrzysz się temu co stoi na sklepowych półkach dzisiaj, a potem porównasz to z tym co było tam dwadzieścia lat temu, zobaczysz wyraźną różnicę.
Produktów przybyło. Kategorie się rozmnożyły. Pojawiły się środki do konkretnych powierzchni – do granitu osobno, do marmuru osobno, do ceramiki osobno, do gresu osobno.
Do każdego pomieszczenia dedykowany produkt. Do każdego zadania osobna butelka.
Czy to dlatego, że nasze domy stały się bardziej skomplikowane? Czy może dlatego, że komuś opłaca się nam to sprzedawać?
Nie mówię tego złośliwie. Pytam serio, bo sama zadałam sobie to pytanie i odpowiedź mnie zaskoczyła.
Czy więcej produktów znaczy lepiej wysprzątane?
To jest pytanie, które warto sobie zadać uczciwie. Intuicja podpowiada: skoro jest produkt dedykowany do danej powierzchni, to pewnie działa lepiej niż coś ogólnego. Może. Ale czy zawsze tak jest?
Pomyśl o tym w ten sposób. Masz w domu dziesięć różnych środków. Każdy kupiony dlatego, że w danym momencie wydawał się potrzebny.
Ale czy dom jest przez to czystszy niż u sąsiadki, która używa trzech? Czy to liczba produktów decyduje o efekcie końcowym?
I jeszcze jedno pytanie, bardziej praktyczne: czy wiesz dokładnie do czego służy każdy produkt w twojej szafce? Czy używasz ich wszystkich regularnie? Czy część z nich stoi „na wszelki wypadek”?
Bo jeśli masz produkty kupione na wszelki wypadek, które nigdy nie okazały się potrzebne – to warto zapytać, czy w ogóle były potrzebne, kiedy je kupowałaś.
Jak wygląda decyzja przy sklepowej półce
Kiedy stoisz przy sklepowej półce i patrzysz na spray do kuchni i spray do łazienki – dwa różne produkty, tej samej marki, w podobnych butelkach, różniące się głównie kolorem i ceną – co sprawia że sięgasz po oba?
Marketing środków czystości do domu jest bardzo dobrze zaprojektowany.
Zdjęcia błyszczących powierzchni, zapachy kojarzone z czystością, hasła sugerujące specjalizację i skuteczność. Kupujemy nie tylko produkt, ale obietnicę. Obietnicę, że właśnie tym sprawdzonym środkiem poradzimy sobie z tym konkretnym problemem.
Czy ta obietnica jest zawsze spełniana? Czy sięgasz po odtłuszczacz do kuchni dlatego, że faktycznie sprawdza się lepiej niż cokolwiek innego – czy dlatego, że kiedyś go kupiłaś, stoi w szafce i sięgasz po niego z przyzwyczajenia?
Nie oceniam. Sama przez lata robiłam dokładnie to samo.
Ile środki czystości do domu kosztują naprawdę – w skali roku
Rzadko liczymy ile wydajemy na środki czystości w skali roku. Kupujemy je przy okazji większych zakupów, wrzucamy do koszyka prawie automatycznie, bo przecież się kończą i trzeba uzupełnić.
Spróbuj jednak zrobić taki rachunek, chociażby orientacyjny. Zsumuj wartość wszystkiego co stoi teraz w twojej szafce.
Ile razy w roku uzupełniasz te zapasy? Ile wynosi miesięczny koszt utrzymania czystości w twoim domu – licząc tylko środki czystości?
Większość osób, kiedy to przelicza, jest zaskoczona. Nie dlatego, że to ogromne kwoty z perspektywy jednego zakupu ale dlatego, że w skali roku robi się z tego całkiem konkretna suma – za produkty, które w dużym stopniu wzajemnie się powielają.
Świadome ograniczenie chemii w domu zaczyna się właśnie od tego rachunku.
[W tym artykule podjęłam temat liczb w odniesieniu do utrzymania czystości w domu: Ekonomia czystości: jak naturalne rozwiązania pozwalają oszczędzać.]
Czy domowe środki czystości kradną też twój czas?
Środki czystości to nie tylko pieniądze. To też czas.
Czas poświęcony na zakupy – bo się skończyły.
Czas spędzony na szukaniu tego właściwego produktu w szafce kiedy akurat coś trzeba szybko wytrzeć.
Czas na czytanie etykiet bo nie pamiętasz czy tego można użyć na tej konkretnej powierzchni.
I czas samego sprzątania.
Niektóre środki wymagają odczekania. Inne – dokładnego spłukania. Jeszcze inne – wietrzenia pomieszczenia po użyciu.
Czy kiedykolwiek zastanawiałaś się ile czasu zajmuje ci sprzątanie z całym tym protokołem produktów? I czy wyobrażasz sobie, że mogłoby to wyglądać inaczej?
[Więcej na temat czasu możesz przeczytać tutaj: Dlaczego tradycyjne sprzątanie to największy złodziej czasu w domu (i jak to zmienić).]
Czy sprzątanie bez chemii jest naprawdę możliwe?
Kiedy po raz pierwszy usłyszałam, że można sprzątać skutecznie bez środków chemicznych – bez żadnego z tych kilkunastu produktów z mojej szafki – zareagowałam sceptycznie.
Brzmiało jak kolejny eko-trend, kolejny chwyt marketingowy, tylko tym razem opakowany w zielony kolor i liść na etykiecie.
Ale jest różnica między „eko” jako hasłem sprzedażowym a sprzątaniem, które naprawdę nie wymaga żadnej chemii. Najprawdziwsze eko nie ma ładnego logo. Nie ma etykiety. Jest tak stare jak sama woda.
Nie piszę teraz o żadnym konkretnym produkcie. Piszę o tym, że moje myślenie o sprzątaniu zmieniło się zupełnie – i że zaczęło się właśnie od pytania, które ty możesz sobie zadać dzisiaj.
Pytanie, które warto zadać sobie raz
Nie po to, żeby wywrócić wszystko do góry nogami. Ale po to, żeby być świadomą konsumentką, a nie tylko konsumentką z przyzwyczajenia.
To pytanie brzmi tak:
Gdybyś miała dzisiaj urządzać swoją szafkę pod zlewem od zera – co naprawdę byś do niej włożyła?
Nie to co masz. Nie to co kupujesz z przyzwyczajenia. Ale to, co rzeczywiście rozwiązuje twoje rzeczywiste problemy, w twoim konkretnym domu, dla twojej rodziny.
Odpowiedź na to pytanie może być zaskakująca.
Jeśli chodzi o mnie to finalnie stało się tak, że pozbyłam się całej chemii, którą stosowałam do utrzymania czystości w domu i świetnie radzę sobie bez niej.
Nie interesuje mnie już dział z chemią do utrzymania czystości.
Innymi słowy:
- nie wydaję już pieniędzy na chemię
- nie poświęcam tyle czasu na sprzątanie
- nie ryzykuję zdrowiem ani swoim ani mojej rodziny (zwłaszcza dzieci i zwierząt)
Jak to w ogóle jest możliwe? O tym możesz dowiedzieć się tutaj.

Ola – mama, żona, ma świra na punkcie sprzątania a dzięki metodzie sprzątania tylko dzięki wodzie, sprząta nie tylko szybciej ale efekty tego sprzątania są zdecydowanie lepsze i zostają na dłużej.



